Lubię parodie i przemoc więc Lobo jest naturalnie jedną z moich ulubionych postaci. Ostatnio świat obiegła sensacyjna wiadomość, Lobo odstawił sterydy przeszedł ciężką redukcję i założył obcisły trykot.
Zaraz podniosły się głosy oburzenia płaczące za starym Main Manem.
Starym w sensie, tym którego wszyscy zdążyli poznać i polubić. Z tym,
że to jest właśnie stary Lobo. Był już Ziggy Stardustem, był napakowanym Alem Jourgensenem, był zwykłym bikerem, więc nie boli mnie jego nowa odsłona. Paru geniuszy już prorokowało, że nowy "metroseksualny" Ważniak będzie wegetariańską i abstynencką karykaturą samego siebie. Będzie to więc karykatura karykatury. Trudno
Zresztą zanim dorwę ten komiks minie pewnie wiele lat, tym bardziej nie ma powodu do płaczu.
wtorek, 27 sierpnia 2013
czwartek, 22 sierpnia 2013
Fatum seriali SF.
Dokładnie. Serialowa fantastyka zawsze miała pod górkę. Kiedyś wydawało mi się, że to jakaś klątwa albo złośliwość polskich nadawców, którzy zamiast nowych odcinków katowali widzów powtórkami. Jako dzieciak nagrywałem odcinki ulubionych seriali, by potem oglądać je w kółko i kiedy nagle okazywało się, że dalszego ciągu nie pokażą w telewizji byłem bardzo zawiedziony. Ból był o tyle większy, że papka w postaci na przykład Legend Kung Fu z Davidem Caradinem albo Renegat trwały w najlepsze. Kasowane seriale na ogół były bardzo dobre nawet jak na dzisiejsze standardy, które poszybowały w górę za sprawą serialowych mega produkcji jak Gra o Tron, Breaking Bad czy inne popularne serie. Pierwszy z nich i ten którego brakuje mi najbardziej to emitowany na Polsacie serial Ziemia 2 (Earth 2). Grupa osadników próbujących ułożyć sobie życie na nieznanej planecie. Ciekawa fabuła, świetnie wymyślone chociaż niezbyt pomysłowe rasy takie jak indiano-podobni, mieszkający pod ziemią Terianie albo goblinowate, śliniące się Grendlery bez przerwy okradające osadników. Lata 1994-1995 i tylko 22 odcinki. Koniec dokładnie w momencie wyjaśniania zagadki Terian. Wielka szkoda.
Kolejną, wcale nie gorszą, pozycją jest Gwiezdna Eskadra (Space: Above and Beyond). 58 eskadra kosmicznych Marines broni Ziemii przed inwazją kosmitów zwanych Pijawami. Eskadra jest złożona z samych najlepszych boskich kozaków działających w każdych warunkach i potrafiących niemal wszystko. O ile dobrze pamiętam serial kończy się po złapaniu przez ludzi jednego kosmity i zdjęciu jego kombinezonu. Był też ważny wątek ludzie kontra klony, które w czasie wyniszczającej wojny z androidami pozostały bierne i są delikatnie mówiąc przez ziemian nielubiane. Jeden z klonów jest żołnierzem pięćdziesiątej ósmej i to właśnie on był moim ulubionym bohaterem, bo ciągle musiał wszystkim udowadniać, że jest dobry i godny zaufania. Już sama czołówka serialu robi wrażenie. No może nie czołówka, ale muzyka wywołująca ciarki. Leciał dosyć późno bo koło 22, ale czekałem na niego zgodnie z dewizą Marines "Zawsze wierni". Niestety skończyło się na jednym sezonie.
Kolejny serial miał chyba szczęście bo nie skasowali go po jednym sezonie, a po trzech. Cóż, Roy Scheider wreszcie znalazł większą łódź. Seaquest nie był przeze śledzony raczej pobieżnie, ale podobał mi się na tyle, że go zapamiętałem. Miał pecha, bo leciał w sobotnie albo niedzielne popołudnia, a wtedy wolałem siedzieć poza domem.Wielka łódź podwodna chroniąca świat przed wszelkimi zagrożeniami i koleś ze Szczęk nie były chyba wystarczającym powodem do siedzenia w domu latem.
Skasowanie dwóch pierwszych seriali wprowadziło mnie do świata zdradzonych przez szefów stacji telewizyjnych nerdów. Firefly nad którym miałem zamiar spędzić parę dobrych lat (nie wiem skąd ta naiwność) został brutalnie zabity w czasie największej popularności. Po Battlestar Galactica nie płakałem, bo było tam wiele irytujących postaci, ale były, wybuchy i zagadka doktora Baltara więc się oglądało. Trochę dziwne, że w czasie kiedy seriale o wszystkim, oglądają wszyscy i kiedy wreszcie odczarowano mit, że aktor serialowy nigdy nie dorówna kinowej gwieździe, nie ma porządnego serialu dla fanów sf-fantasy, a przynajmniej ja na taki nie trafiłem.
Kolejną, wcale nie gorszą, pozycją jest Gwiezdna Eskadra (Space: Above and Beyond). 58 eskadra kosmicznych Marines broni Ziemii przed inwazją kosmitów zwanych Pijawami. Eskadra jest złożona z samych najlepszych boskich kozaków działających w każdych warunkach i potrafiących niemal wszystko. O ile dobrze pamiętam serial kończy się po złapaniu przez ludzi jednego kosmity i zdjęciu jego kombinezonu. Był też ważny wątek ludzie kontra klony, które w czasie wyniszczającej wojny z androidami pozostały bierne i są delikatnie mówiąc przez ziemian nielubiane. Jeden z klonów jest żołnierzem pięćdziesiątej ósmej i to właśnie on był moim ulubionym bohaterem, bo ciągle musiał wszystkim udowadniać, że jest dobry i godny zaufania. Już sama czołówka serialu robi wrażenie. No może nie czołówka, ale muzyka wywołująca ciarki. Leciał dosyć późno bo koło 22, ale czekałem na niego zgodnie z dewizą Marines "Zawsze wierni". Niestety skończyło się na jednym sezonie.
Kolejny serial miał chyba szczęście bo nie skasowali go po jednym sezonie, a po trzech. Cóż, Roy Scheider wreszcie znalazł większą łódź. Seaquest nie był przeze śledzony raczej pobieżnie, ale podobał mi się na tyle, że go zapamiętałem. Miał pecha, bo leciał w sobotnie albo niedzielne popołudnia, a wtedy wolałem siedzieć poza domem.Wielka łódź podwodna chroniąca świat przed wszelkimi zagrożeniami i koleś ze Szczęk nie były chyba wystarczającym powodem do siedzenia w domu latem.
Skasowanie dwóch pierwszych seriali wprowadziło mnie do świata zdradzonych przez szefów stacji telewizyjnych nerdów. Firefly nad którym miałem zamiar spędzić parę dobrych lat (nie wiem skąd ta naiwność) został brutalnie zabity w czasie największej popularności. Po Battlestar Galactica nie płakałem, bo było tam wiele irytujących postaci, ale były, wybuchy i zagadka doktora Baltara więc się oglądało. Trochę dziwne, że w czasie kiedy seriale o wszystkim, oglądają wszyscy i kiedy wreszcie odczarowano mit, że aktor serialowy nigdy nie dorówna kinowej gwieździe, nie ma porządnego serialu dla fanów sf-fantasy, a przynajmniej ja na taki nie trafiłem.
czwartek, 6 czerwca 2013
Dnia szóstego czerwca
Dawno już wyrosłem z gówniarskiej tendencji do słuchania jednego tylko gatunku muzycznego. Zresztą nawet w szczenięcych latach zalatywało to z mojej strony ostrą hipokryzją, bo jako zakuty punkowo-metalowy łeb i tak słuchałem polskiego rapu czy D'n'B, ale tak trochę po cichu, żeby znajomi nie wiedzieli.
Trudno mi sobie wyobrazić lepszą datę do podzielania się ze światem pewnym wykopaliskiem, pewnego dobrego człowieka, który nie boi się drążyć w niebezpiecznych otchłaniach internetu dostarczając mi masy dobrej i dziwacznej muzyki (jebnięty Gospel czy gwałcące zwoje mózgowe Kap Bambino). Któregoś razu padło na serbski synthpopowy duet Sixth June. Duet typowy, czyli gość robiący muzykę, grafikę i wideo Laslo Antal oraz wokalistka Lidija Andonov.
Syntezatory i zawodzenie a'la Siouxie idealnie współgrają z otoczeniem. Siąpi, wieje, a słońce znikło bez śladu więc trudno o lepsze tło do słuchania takiej muzyki.
W 2010 roku został wydany ich pierwszy i jedyny pełny album, czyli wypełnione gorzkimi smakołykami po same brzegi Everytime. Rok później, szóstego czerwca, wydali epkę Back for a dayi ruszyli w trasę. Pięć dni temu zapowiedzieli nowy materiał, więc nie pozostaje nic innego jak czekać.
Trudno mi sobie wyobrazić lepszą datę do podzielania się ze światem pewnym wykopaliskiem, pewnego dobrego człowieka, który nie boi się drążyć w niebezpiecznych otchłaniach internetu dostarczając mi masy dobrej i dziwacznej muzyki (jebnięty Gospel czy gwałcące zwoje mózgowe Kap Bambino). Któregoś razu padło na serbski synthpopowy duet Sixth June. Duet typowy, czyli gość robiący muzykę, grafikę i wideo Laslo Antal oraz wokalistka Lidija Andonov.
Syntezatory i zawodzenie a'la Siouxie idealnie współgrają z otoczeniem. Siąpi, wieje, a słońce znikło bez śladu więc trudno o lepsze tło do słuchania takiej muzyki.
W 2010 roku został wydany ich pierwszy i jedyny pełny album, czyli wypełnione gorzkimi smakołykami po same brzegi Everytime. Rok później, szóstego czerwca, wydali epkę Back for a dayi ruszyli w trasę. Pięć dni temu zapowiedzieli nowy materiał, więc nie pozostaje nic innego jak czekać.
środa, 5 czerwca 2013
Kostnica
Po ponad półrocznym oczekiwaniu wreszcie jest zapowiadany tekst o obrazku, który jest właściwie całkiem zwyczajnym, słabym filmidłem, ale na swój sposób wyjątkowym. Być może dlatego, że wiąże się z nim kilka fajnych wspomnień na przykład wyśmiewania głupoty twórców z grupą znajomych. Właściwie to na pewno dlatego. Tak wyszło, że tekst najpierw pojawił się na Szlamie. Ale z braku czasu wrzucam go tutaj.
Kiedy w kolorowym namiocie rozstawionym w samym centrum dużego
miasta zobaczysz pudło z filmami za 5 zł, daj się ponieść, bo w tym kartonie
możesz znaleźć coś co sprawi, że nic nie będzie już takie jak wcześniej. Płyta
musi mieć kozacką okładkę, a tytuł musi wryć się w mózg. Moje życie można
śmiało podzielić na dwa okresy przed Kostnicą i po Kostnicy. Nie jest to
oczywiście żadne arcydzieło, ale nie jest to też najgorszy film z jakim
przyszło mi się zmagać. Jest po prostu inny.
Niewątpliwym plusem jest to twórcy postanowili pójść na rękę
wszystkim, którzy nie mają czasu na oglądanie filmów, (albo przez ciągle
oglądanie dwudziestominutowych odcinków seriali zatracili umiejętność oglądania
filmów bez robienia sobie przerw) i postanowili wrzucić kilka fabuł do jednego
filmu. Reżyserem jest nie byle kto, bo sam Tobe Hooper odpowiedzialny między
innymi za dwie części The Texas Chain Saw Massacre czy świetnego Poltergeista,
więc koleś nie może się mylić i jak mówi, że ma być kilka filmów w jednym, to
tak ma być i basta. Zatem do rzeczy.
Leslie Doyle, samotna matka wychowująca dwójkę dziec w
poszukiwaniu szczęścia przeprowadza się do małego miasteczka w Kalifornii, w
którym ma zajmować się tanatopraksją i usługami pogrzebowymi. Nastoletni
Johnatan nie może pogodzić się z nagłą zmianą (przeprowadzka w połowie roku
szkolnego!), pali papierosy i szybko wpada w konflikt z lokalnymi złymi
dziećmi, a jego mała siostra Jaime, po
przekroczeniu progu i zobaczeniu pyta czy tatuś przyjechał razem z nimi.
Żeby było ciekawiej zakład pracy znajduje się w tym samym budynku,
w którym ma zamieszkać cała rodzina. Zły dom sąsiaduje z klimatycznym
cmentarzem spod ziemi wybija szambo, brakuje jeszcze wiszącej nad nim chmury
bijącej gromami i siedzących na martwym drzewie sępów. Idealne warunki do
wychowania dzieci.
Szybko okazuje się, że dom skrywa mroczną tajemnicę rodziny Fowlerów,
poprzednich właścicieli domu pogrzebowego. Legenda głosi, że kiedy na świat
przyszedł ich zdeformowany syn Bobby do ósmego roku życia go maltretowali, a
później zamknęli w grobowcu. Dziesięć lat później znaleziono ich ze
zgniecionymi czaszkami. Bobby żyje i nadal straszy mieszkańców. Być może Hooper
poczuł, że wychodzi mu coś na kształt Leatherface’a, więc postanowił dodać
trochę morderczych grzybów, które zaczęły obrastać całą posiadłość po tym jak
do kanalizacji dostało się trochę krwi w czasie nieudolnie przeprowadzonej
tanatopraksji. Leslie w ogóle nie zna się na swojej pracy, bo korzysta z
podręcznika i nie potrafi nawet dobrze przyszyć oderwanej ręki. Kto dał jej tę
pracę?
W międzyczasie okazuje się, że wejście do grobowca Fowlerów
sprawia, że ludzie zachowują się jak
agresywni, natarczywi narkomani wymiotujący czarną mazią. Martwi wracają
do życia, przyjaciele stają się wrogami, stróże prawa bestiami, a archetypiczna
matka goni swoje dzieci z rzeźnickim nożem. Powoli dociera nas, że twórcy
musieli czytać Lovercrafta, a zło i niedobro musi mieć swoje źródło w jakiejś
przerażającej, pradawnej istocie, która właśnie się przebudziła. W podziemiach,
w studni żyje wrażliwe na sól kuchenną stworzenie a’la Sarlacc, karmione przez
Bobbiego ludźmi.
Twórcy pewnie już wiedzieli, że tego filmu nie da się uratować, a
dni zdjęciowe powoli dobiegają końca, więc zorganizowali sobie poligon
doświadczalny dla swoich pomysłów. I za to im dziękuję, bo wyszło dokładnie tak
źle jak się spodziewałem.
wtorek, 28 maja 2013
Motórizer vol.2
No to jazda. Pierwsza piątka to już stuprocentowa graficzna masakra.
5.
Warhead-Speedway
Zdecydowanie najelpsza muzycznie płyta z całego zestawienia, kostucha na żużlowym motorze, czyli rzeźnia. Ale graficznie zbyt fajna żeby wylądować wyżej.
4.
Grim Reaper-Fear no evil
Też kostucha, ale wbijająca się kościelny witraż. Autor zobrazował jedno z moich marzeń.
3.
Goatsnake-Vol.1
Nie wygląda nadebiut doomowej kapeli. W niektórych krajach taka okładka rozgrzałaby do czerwoności fora dyskusyjne i to nie ze względu na fatalną grafikę. Kicz i nutka kontrowersyjności daje jej miejsce na podium.
2.
Battleaxe-Burn this town
Autorem jest prawdopodobnie sześcioletni fan Manowar. Technika: kredki świecowe Bambino na bloku technicznym.
1.
Pegazus-In metal we trust
Numer jeden mógł być tylko jeden. Twardziel na pegazomotorze przemierzający galaktykę. Szkoda, że kosmosie nikt nie usłyszy grzmotu jego choppera.
środa, 22 maja 2013
Co z tym Enderem?
Czekałem na ten zwiastun i wreszcie się pojawił. Obejrzałem go sobie kilka razy i boję się.
Boję się, że powstanie piękna wizja reżysera zainspirowanego ksiązką O.S. Carda. Czy trailer jest krótką wersją tego filmu? Efekty, symulacje, wybuchy i Ford z Kingsleyem. Czy pojawią się Locke i Demostenes, czyli wątek o wiele ważniejszy niż Szkoła Bojowa? Czy jak producenci zachęcą odpowiednią ilość popcornożerców do kin i na tym zarobią, to czy skuszą się na kontynuację? Czy w drugiej części Pequeninos będą uzbrojone i krwiożercze? Peter Jackson pokazał, że da się całkowicie olać ważne wątki i nie dać przy tym dupy, więc może coś z tego Endera będzie.
Boję się, że powstanie piękna wizja reżysera zainspirowanego ksiązką O.S. Carda. Czy trailer jest krótką wersją tego filmu? Efekty, symulacje, wybuchy i Ford z Kingsleyem. Czy pojawią się Locke i Demostenes, czyli wątek o wiele ważniejszy niż Szkoła Bojowa? Czy jak producenci zachęcą odpowiednią ilość popcornożerców do kin i na tym zarobią, to czy skuszą się na kontynuację? Czy w drugiej części Pequeninos będą uzbrojone i krwiożercze? Peter Jackson pokazał, że da się całkowicie olać ważne wątki i nie dać przy tym dupy, więc może coś z tego Endera będzie.
wtorek, 21 maja 2013
Blablabla, czyli nic nowego o Blade Runnerze. VOL.2
Ciąg dalszy wtórnego tekstu
W świecie stworzonym przez Philipa K. Dicka, żywe zwierzęta są bardzo rzadkie, a na ich posiadanie mogą pozwolić sobie tylko bardzo bogaci. W scenie, w której dochodzi do pierwszego spotkania Deckarda i Rachel, w jednym z monolitycznych budynków korporacji Tyrella występuje sztuczna, elektroniczna sowa. Ptak ten ma bardzo szerokie znaczenie symboliczne i występuje on w bardzo wielu kulturach. Sowa jest zwierzęciem wiodącym nocny tryb życia, dlatego często ma negatywne znaczenie, uważana jest za ptaka umarłych. W Biblii sowa, jest jednym ze zwierząt nieczystych. Piotr Kowalski w swoim Leksykonie ujął postrzeganie sowy w jednym zdaniu, którego mimo usilnych prób nie potrafiłbym ująć lepiej: „W obrazie zniszczenia i klęski, pochłaniającej Babilon, sowy symbolizują ostateczne pogrążenie się całej krainy w chaosie i mroku.” Może więc ona stanowić dopełnienie depresyjnej wizji przyszłości naszego świata, Babilonu przyszłości. Jednak biorąc pod uwagę kontekst sceny, w której się pojawia bardziej prawdopodobne wydaje się, że jest to nawiązanie do cech sowy, jako złego znaku omenu, zwiastuna złych wiadomości. Nie należy zapominać, że już wkrótce do Rachel dotrze wiadomość, która wywróci jej dotychczasowe życie do góry nogami. Analizując sceny z sową w kontekście całości dzieła, można również wysnuć wniosek, że Rachel czeka niechybna śmierć po ucieczce z Deckardem. Kolejnym zwierzęciem pojawiającym się w filmie, jest wąż. Stanowi on, element stroju scenicznego Zhory, która pracuje jako tancerka erotyczna. Według Biblii jest ona zatem jawnogrzesznicą. Samael w postaci węża, w rajskiej przypowieści, namawia Ewę do zgrzeszenia przeciwko woli stwórcy i zerwania jabłka z drzewa poznania dobra i zła. Podobnie jak Roy Batty namówił ją do buntu.
sobota, 18 maja 2013
Motórizer vol.1
Po śniegu nie ma już śladu, wiosna w pełni na ulice masowo wylegli właściciele jednośladów z ogromną chęcią nadrobienia straconego czasu. I tak widzę jak sobie jeżdżą i mnie natknęło na zrobienie takiego małego zestawienia okładek z motywem motocykla. Okładek jest multum, ale większość z nich pochodzi z lat 60 i 70, więc na ogół przedstawiają one grupę kolesi obcisłych spodniach czasami jakąś laskę na motocyklu. Mówiąc krótko nic ciekawego. Mnie interesują jednak te perełki, które przedstawiają piekielne bolidy i inne dziwaczne wehikuły.
10
Orange Goblin-The big black
Angielski stoner/doomowy walec.Laska na motorze, kosmiczne tło i badziewna czcionka, czyli kicz kontrolowany.
9
Desmond-The Bad Pack
Nie znam i nie licząc klipów z YT, właściwie nie słuchałem. Jakieś takie hardrockowe pitu-pitu z . Są nietoperze, wilk i demoniczna motocyklistka, więc się załapało.
8
The Second Wave: 25 Years of NWOBHM
Three way split z udziałem Girlschool, Tygers of Pan Tang i Oliver/Dawson Saxon. Truposz
z wiosłem na plecach, Jack i szlug w kościstej łapie przebijający się przez Union Jacka. Nie wyobrażam sobie lepsze okładki dla takiego składaka.
z wiosłem na plecach, Jack i szlug w kościstej łapie przebijający się przez Union Jacka. Nie wyobrażam sobie lepsze okładki dla takiego składaka.
7
Meat Loaf- Bat out of hell
Meat Loafa kojarzę tylko z Rocky Horror Picture Show i jednej smętnej piosenki. Powstający z grobu rakietowy biker (SpazFrag666, to jednak nie jest) autorstwa legendarnego Richarda Corbena. Motyw kontynuowany również na Bat out of hell II i III.
6
Judas Priest-Painkiller
Genialny album, (który powinien być ich ostatnim dziełem) zasługuje na genialną okładkę. Totalne przegięcie. Skrzydlaty metaliczny skurwiel na smoko-motorze z piłami zamiast kół.
CDN
czwartek, 16 maja 2013
Blablabla, czyli nic nowego o Blade Runnerze. VOL.1
Film nie pozostawia złudzeń, co do naszej przyszłości. Świat jaki znamy,
zniknął podczas nuklearnej pożogi, wywołanej przez wojnę światową. W wyniku
potężnych eksplozji, pył i dym zasłoniły słońce. Nasza planeta została
zniszczona, ale ludzkość dzielnie prowadzi kolonizację nowych planet. Ziemianie
są na każdym kroku zachęcani, do opuszczenia swoich domów i zostanie
kolonistami. W dziele krzewienia ludzkiej cywilizacji, pomagają ludziom
specjalnie zbudowane w tym celu androidy, zwane replikantami. Długość ich
funkcjonowana jest ograniczona do okresu czterech lat. Jak w typowej antyutopii, prawa znane nam
współcześnie nie mają zastosowania w świecie przedstawionym w filmie. Obdarzone
inteligencją replikanty wbrew prawom robotyki Asimova,
buntują się przeciwko ludziom, dochodzi również do morderstw. Wyłapywaniem oraz
eliminacją, zwanej eufemistycznie emeryturą, zbuntowanych robotów zajmują się
blade runnerzy, łowcy androidów. Dar inteligencji oraz świadomość zbliżającej
się śmierci skłania grupę sześciu replikantów
najnowszego typu, Nexus-6 do buntu oraz ucieczki na Ziemię, by odnaleźć swoich
konstruktorów i zmusić ich do dezaktywacji systemu, określającego długość życia
replikantów. Ginie 23 ludzi. Grupą buntowników dowodzi jasnowłosy, niebieskooki
android Roy Batty, którego bardzo przekonująco gra Rutger Hauer, dla którego
była to najważniejsza rola życia. Zadanie złapania i przeprowadzania na
emeryturę, zbuntowanych Negusów-6 przydzielone otrzymuje Rick Deckard były
policjant, blade runner, jeden z najlepszych w swoim fachu. Poczynania Deckarda
śledzi inny policjant i jednocześnie blade runner, Gaff, który pomaga w tej
sprawie.
Film otwiera scena pogrążonego w
ciemności Los Angeles A.D 2019. Dolinę wypełniają światła, a w niebo strzelają
płomienie. Jest to niewątpliwie wizja piekła, które człowiek sam sobie
zgotował, a zrazem wstęp do mrocznego i przeludnionego świata przyszłości, w
którym ciągle pada, a powietrzu pełno jest dymu i pyłu. W tle wyróżniają się
wyraźnie dwa potężne budynki, należące do Tyrell Corporation. To właśnie tam
replikanty, szukają swojego twórcy. Jeden z nich Leon Kowalski, zostaje pracownikiem
firmy, jednak podczas testu Voighta-Kampffa, zabija człowieka i ucieka. Test
ten polega, na podłączeniu do aparatury mierzącej puls, szybkość oddechu oraz
co najważniejsze reakcję źrenic, na bodźce uczuciowe. Kiedy Leon otrzymuje
pytanie, dotyczące żółwia przewróconego nogami do góry, zaczyna się denerwować
i reagować krzykiem. Podczas pytania o swoją matkę, strzela do prowadzącego
test pracownika Tyrell Corporation.
Oczy od wieków uważane są za tak zwane zwierciadło duszy. Uważa się, że na podstawie koloru, wielkości, rodzaju oprawy, błysku, wilgotności można wiele dowiedzieć się o człowieku. To właśnie przekonanie, stało się podstawą fikcyjnego testu Voighta-Kampffa, dzięki któremu można wykryć replikanta. Reakcja Leona była jednak nietypowa, wynikała raczej ze zdenerwowania oraz strachu przed zdemaskowaniem. Przede wszystkim jednak miał on jednak świadomość tego, kim jest, że został stworzony przez człowieka oraz, że zostało mu już bardzo niewiele czasu. Zupełnie inny wynik miało badanie przez Deckarda, Rachel również, replikantki model Nexus-6, będącej osobistą asystentką Tyrella, który po teście, triumfuje nad Deckardem, który dopiero po stu pytaniach kontrolnych podczas testu, miał pewność, że jest ona replikantką. Standardowo wystarczyło około 20 pytań. Rachel w przeciwieństwie do Leona, myślała, że jest człowiekiem. W przekonaniu tym podtrzymują ją wspomnienia, które zostały zaszczepione Nexusom-6, jako coś dzięki czemu łatwiej jest kontrolować roboty. Aby uzyskać pewność co do swojej tożsamości, Rachel odwiedza Deckarda w jego mieszkaniu, a ten recytuje z pamięci jej wspomnienia, które okazują się w rzeczywistości wspomnieniami bratanicy Tyrella. Rachel uświadomiła sobie zatem, że nie jest tym za kogo się uważała, jest sztucznym, stworzonym przez człowieka organizmem. Oczy Rachel zalewają się łzami, na ile była to reakcja zaprogramowana reakcja cyber organizmu, a na ile reakcja uczuciowa? Oczy są jednym z narzędzi, dzięki którym zapisują się nasze wspomnienia. Dla replikantów namiastkę wspomnień stanowią zdjęcia. Batty wspomina o pliku zdjęć (”Did you get Your precious photos?”), który Leon zostawił w swoim mieszkaniu, a które to zdjęcia posłużyły Deckardowi do wytropienia, replikantki Zohry.
W niektórych momentach filmu można zauważyć bijące z oczu androidów światło, widać je szczególnie dobrze w czasie wizyty Rachel w mieszkaniu Deckarda, oraz u Pris w mieszkaniu JF Sebastiana. Sam Sebastian również jest bardzo ciekawą postacią. Pracuje dla Tyrell Corporation jako twórca replikantów. Cierpi on na chorobę, którą określa jak syndrom Matuzalema, czyli najprawdopodobniej progerię. Choroba ta polega na przyspieszeniu procesu starzenia się. W chwili, w której poznajemy JF, ma on 25 lat, ale wygląda na co najmniej dwadzieścia lat starszego. Jego mieszkanie jest pełne stworzonych przez niego robotów-zabawek, których uważa za swoich przyjaciół. Pewnego wieczora przygarnia do siebie replikantkę Pris, która została tam wysłana przez Roya, dzięki informacjom Hannibala Chew. JF Sebastian ze względu na swoją rzadką chorobę jest skazany na życie na Ziemi, bez możliwości opuszczenia jej i przeprowadzenia się do kolonii pozaziemskich. Jego choroba zbliża, go bardzo do replikantów. Podobnie jak oni, bardzo szybko się starzeje i podobnie jak oni ma świadomość nieuchronnej, przedwczesnej śmierci. Jest on postacią tragiczną, żyjącą w izolacji, samotnie w olbrzymim budynku otoczony jedynie przez stworzone przez samego siebie zabawki.
Istotną sceną, która naprowadza na kolejny trop w zrozumieniu filmu, jest scena wizyty u twórcy sztucznych oczu, pana Chew, którego w poszukiwaniu swojego twórcy odwiedzają Roy Batty oraz Leon Kowalski. Batty wypowiada wtedy pamiętne słowa „Fiery the angels fell; deep thunder rolled around their shores; burning with the fires of Orc”. Jest to jawne odwołanie do poematu Williama Blake’a America: a prophecy. Poemat został opublikowany w 1793 i opowiada o rewolucji amerykańskich osadników przeciwko zwierzchnictwu korony angielskiej. Uścilając, Batty nie używa dokładnego cytatu, a raczej parafrazuje fragment, który w oryginale brzmi “Fiery the Angels rose, as they rose deep thunder roll'd Around their shores: indignant burning with the fires of Orc “ Polski lektor w wersji standardowej, kinowej wersji Blade Runnera, tłumaczy te słowa w następujący sposób: “Pośród płomieni upadły anioły i wszędzie wokół rozległ się huk gromu, gniew rewolucji jasnym ogniem płonął.” Słowo Orc w utworze Williama Blake’a pochodzi z mitologii Rzymu, od imienia Orcus (Orkus) będącego odpowiednikiem greckiego Hadesa. Orc, jest duchem rewolucji, destrukcyjnym, brutalnym i krwawym, który jednak powołuje do życia nowy świat, obalający wcześniej stary porządek. Owe upadłe anioły to właśnie replikanci, którzy spadli z nieba, uciekając z pozaziemskich kolonii niosąc ze sobą ogień rewolucji, z całą jego gwałtownością. Nexusy, nie mają oporów przed zabijaniem ludzi, którzy wykorzystywali ich jako siłę roboczą oraz żołnierzy. Batty stoi na czele robotów-rebeliantów, występując przeciwko swoim dotychczasowym panom. Jego postać jest bardzo podobno do postaci Lucyfera, spadającego z nieba jak piorun,zupełnie jak w przytoczonym wyżej cytacie przywódcy replikantów, który ciągnie za sobą swoich zwolenników.
Oczy od wieków uważane są za tak zwane zwierciadło duszy. Uważa się, że na podstawie koloru, wielkości, rodzaju oprawy, błysku, wilgotności można wiele dowiedzieć się o człowieku. To właśnie przekonanie, stało się podstawą fikcyjnego testu Voighta-Kampffa, dzięki któremu można wykryć replikanta. Reakcja Leona była jednak nietypowa, wynikała raczej ze zdenerwowania oraz strachu przed zdemaskowaniem. Przede wszystkim jednak miał on jednak świadomość tego, kim jest, że został stworzony przez człowieka oraz, że zostało mu już bardzo niewiele czasu. Zupełnie inny wynik miało badanie przez Deckarda, Rachel również, replikantki model Nexus-6, będącej osobistą asystentką Tyrella, który po teście, triumfuje nad Deckardem, który dopiero po stu pytaniach kontrolnych podczas testu, miał pewność, że jest ona replikantką. Standardowo wystarczyło około 20 pytań. Rachel w przeciwieństwie do Leona, myślała, że jest człowiekiem. W przekonaniu tym podtrzymują ją wspomnienia, które zostały zaszczepione Nexusom-6, jako coś dzięki czemu łatwiej jest kontrolować roboty. Aby uzyskać pewność co do swojej tożsamości, Rachel odwiedza Deckarda w jego mieszkaniu, a ten recytuje z pamięci jej wspomnienia, które okazują się w rzeczywistości wspomnieniami bratanicy Tyrella. Rachel uświadomiła sobie zatem, że nie jest tym za kogo się uważała, jest sztucznym, stworzonym przez człowieka organizmem. Oczy Rachel zalewają się łzami, na ile była to reakcja zaprogramowana reakcja cyber organizmu, a na ile reakcja uczuciowa? Oczy są jednym z narzędzi, dzięki którym zapisują się nasze wspomnienia. Dla replikantów namiastkę wspomnień stanowią zdjęcia. Batty wspomina o pliku zdjęć (”Did you get Your precious photos?”), który Leon zostawił w swoim mieszkaniu, a które to zdjęcia posłużyły Deckardowi do wytropienia, replikantki Zohry.
W niektórych momentach filmu można zauważyć bijące z oczu androidów światło, widać je szczególnie dobrze w czasie wizyty Rachel w mieszkaniu Deckarda, oraz u Pris w mieszkaniu JF Sebastiana. Sam Sebastian również jest bardzo ciekawą postacią. Pracuje dla Tyrell Corporation jako twórca replikantów. Cierpi on na chorobę, którą określa jak syndrom Matuzalema, czyli najprawdopodobniej progerię. Choroba ta polega na przyspieszeniu procesu starzenia się. W chwili, w której poznajemy JF, ma on 25 lat, ale wygląda na co najmniej dwadzieścia lat starszego. Jego mieszkanie jest pełne stworzonych przez niego robotów-zabawek, których uważa za swoich przyjaciół. Pewnego wieczora przygarnia do siebie replikantkę Pris, która została tam wysłana przez Roya, dzięki informacjom Hannibala Chew. JF Sebastian ze względu na swoją rzadką chorobę jest skazany na życie na Ziemi, bez możliwości opuszczenia jej i przeprowadzenia się do kolonii pozaziemskich. Jego choroba zbliża, go bardzo do replikantów. Podobnie jak oni, bardzo szybko się starzeje i podobnie jak oni ma świadomość nieuchronnej, przedwczesnej śmierci. Jest on postacią tragiczną, żyjącą w izolacji, samotnie w olbrzymim budynku otoczony jedynie przez stworzone przez samego siebie zabawki.
Istotną sceną, która naprowadza na kolejny trop w zrozumieniu filmu, jest scena wizyty u twórcy sztucznych oczu, pana Chew, którego w poszukiwaniu swojego twórcy odwiedzają Roy Batty oraz Leon Kowalski. Batty wypowiada wtedy pamiętne słowa „Fiery the angels fell; deep thunder rolled around their shores; burning with the fires of Orc”. Jest to jawne odwołanie do poematu Williama Blake’a America: a prophecy. Poemat został opublikowany w 1793 i opowiada o rewolucji amerykańskich osadników przeciwko zwierzchnictwu korony angielskiej. Uścilając, Batty nie używa dokładnego cytatu, a raczej parafrazuje fragment, który w oryginale brzmi “Fiery the Angels rose, as they rose deep thunder roll'd Around their shores: indignant burning with the fires of Orc “ Polski lektor w wersji standardowej, kinowej wersji Blade Runnera, tłumaczy te słowa w następujący sposób: “Pośród płomieni upadły anioły i wszędzie wokół rozległ się huk gromu, gniew rewolucji jasnym ogniem płonął.” Słowo Orc w utworze Williama Blake’a pochodzi z mitologii Rzymu, od imienia Orcus (Orkus) będącego odpowiednikiem greckiego Hadesa. Orc, jest duchem rewolucji, destrukcyjnym, brutalnym i krwawym, który jednak powołuje do życia nowy świat, obalający wcześniej stary porządek. Owe upadłe anioły to właśnie replikanci, którzy spadli z nieba, uciekając z pozaziemskich kolonii niosąc ze sobą ogień rewolucji, z całą jego gwałtownością. Nexusy, nie mają oporów przed zabijaniem ludzi, którzy wykorzystywali ich jako siłę roboczą oraz żołnierzy. Batty stoi na czele robotów-rebeliantów, występując przeciwko swoim dotychczasowym panom. Jego postać jest bardzo podobno do postaci Lucyfera, spadającego z nieba jak piorun,zupełnie jak w przytoczonym wyżej cytacie przywódcy replikantów, który ciągnie za sobą swoich zwolenników.
CDN
Subskrybuj:
Posty (Atom)













.jpg)

